Historia Ogrodu Łobzów

Łobzów jest Ogrodem od zawsze….

Łobzów - wieś założona w XIV w., leżąca niedaleko krakowskiego grodu, od początku była znana nie tylko z królewskiej siedziby, lecz także z warzywników. Może zawdzięcza to łagodnemu nachyleniu terenu na południe, może zasklepionej już Młynówce, a może glebie, latami – wiekami – cierpliwie i z mozołem uprawianej przez kolejne pokolenia tutejszych „badylarzy”, którzy starali się maksymalnie wykorzystać możliwości dane im przez naturę. A skoro „lepszy zagon na Łobzowie niż gdzie indziej niwa”, to nic dziwnego, że tutejsze ogrodnictwo ma tak długą, kilkusetletnią tradycję i dostarczało przez stulecia płody ziemi krakowskim mieszczanom.



Ogród w 1920 roku

Nasza firma Ogród Łobzów powstała w 1991 r. Otoczona przez coraz bardziej napierające budownictwo miejskie jest zieloną enklawą, miejscem spacerów, złapania oddechu dla tych, co pamiętają o ogrodach albo sobie właśnie o nich przypomnieli. Tutaj dostaną wszystko, co pomoże im stworzyć mniejszy lub większy kawałek osobistego ogrodu, od lasu w szkle, poprzez taras, aż do aranżacji większej przestrzeni zielonej. Dzięki doświadczeniu nabytemu w produkcji roślin nadających się głównie do zjedzenia (jak pomidory czy sałata), potem w uprawie coraz większej gamy roślin ozdobnych (od chryzantem i frezji po niezliczone odmiany bylin) wiemy o nich niemal wszystko.

Ogród w 1920 roku

Wszystko zaczęło się kilka ulic stąd i kilka pokoleń temu (jeszcze przed połową ubiegłego wieku) na ul. Mazowieckiej, gdzie Karol Uznański posadził swoje pierwsze warzywa. Początkowo tam, a potem na ul. Przeskok 16, dokąd przenieśli gospodarstwo Jadwiga i Tadeusz Uznańscy w latach 50. XX w., były to uprawy gruntowe. Szklarnie powstały w ciągu następnej dekady. Jednak rozrastające się wciąż miasto miało wobec tego wartościowego historycznie terenu inne plany. I gdyby nie zwycięska batalia pani Jadwigi Uznańskiej, której udało się pozyskać wsparcie autorytetów w osobach profesorów Rączki, Bogdanowskiego i Zina, właśnie tutaj powstałyby dwa kolejne bloki mieszkalne.

Mijały lata, następne pokolenie wychowane w ogrodniczej tradycji, lecz zarazem otwarte na to, co nowe, zaczęło wprowadzać zmiany. Róża i Adam Uznańscy obok pospolitych warzyw, jak kalafiory, sałata, pomidory czy pietruszka, posadzili nowinki – patisony, skorzonerę, cykorię, kapustę pekińską, bakłażany i cukinię. Przyszedł także czas na kwiaty, w szklarniach pojawiły się frezje, goździki, lwie paszcze, chryzantemy, maczki, lewkonie, stokrotki – ówcześnie (późne lata 70. XX w.) absolutna nowość, podobnie jak rośliny pokojowe – eonium czy ceropegia. W ten sposób kształtowały się wartości, które wciąż są dla nas bardzo ważne: profesjonalizm wypracowany latami doświadczenia, oparty na pasji i zaangażowaniu, współpracy pokoleń i całego zespołu, oraz ukierunkowanie na rozwój i dostosowanie do potrzeb i wymagań zmieniającego się wciąż otoczenia. Jedną z tych znaczących zmian było zaniechanie uprawy gruntowej roślin w 1986 r. spowodowane trudnym do oszacowania ryzykiem skażenia wywołanym przez awarię reaktora atomowego w elektrowni w Czarnobylu.

W latach 90. XX w. Ogród Łobzów funkcjonował już pod obecną nazwą, wprowadzał kolejne nowe gatunki roślin doniczkowych, dostosowywał się do potrzeb klientów, którzy podróżowali po świecie, mieli do dyspozycji więcej niż dwa kanały telewizyjne i pragnęli, aby ich ogrody były nie tylko użyteczne, ale też piękne. Nowa oferta roślin rabatowych i bylin, krzewów i drzew okazała się odpowiedzią na te potrzeby, a firmę w XXI w. wprowadziła Róża Uznańska. 
Od 2020 r. przedstawicielka czwartego już pokolenia – pani Malwina Uznańska – przejęła Ogród Łobzów pod swoją pieczę.

Harmonia, estetyka, umożliwienie klientowi ukształtowania domu i ogrodu w indywidualnym, dopasowanym do niego stylu poprzez dostarczenie inspiracji nie tylko w postaci roślin, lecz także skomponowanych z nimi detali, takich jak osłonki, kwietniki, ceramika czy meble – wszystko to ma służyć idei well-being, czyli urządzaniu przestrzeni przyjaznej człowiekowi.



Wszystko to jednak ma głębokie korzenie – ogród otacza bowiem wapienny mur, który zabezpieczony przed niszczeniem darniami trawy (według dawnej sztuki budowlanej) trwa na miejscu od kilkuset lat. 
Łobzów przez stulecia był królewski, hołubiony przez władców jako rezydencja i wielokrotnie przebudowywany. Kazimierz Wielki postawił tu zameczek myśliwski (podobno dla swojej ukochanej Esterki, której pamięć przez długi czas przypominał usypany w ogrodzie kopiec). Ogród przetrwał też czasy królowej Bony, włoskiej księżniczki, słynącej (mniej lub bardziej słusznie) z tego, że nauczyła nowych poddanych jeść warzywa. Włoska moda na ogrody uporządkowane, kwaterowe utrzymała się długo, o czym świadczą źródła nie tylko pisane, lecz także ikonograficzne. To m.in. przepiękna panorama Krakowa Brauna i Hogenberga z lat 1603–1605. Widać na niej po zachodniej stronie miasta zamek w Łobzowie, a przy nim z prawej strony otoczony murem warzywnik, przez który przepływa Młynówka (odnoga Rudawy); na terenie tego warzywnika znajduje się dzisiejszy Ogród Łobzów. 
Wszystko według wyrażonego wcześniej przez Annę Jagiellonkę życzenia: „Radzilibyśmy, aby tam porządek i ochędóstwo, ozdoba z pożytkiem […] z dobrą proporcyją włożone były, aby pałac z ogrodem, a ogrody z gumnem i przynależnościami dobrze respondowały”. Tego trzymali się zarówno włoski ogrodnik Lorenzo Bosetto, jak i jego następca Adrian van del Mer, przybysz z Niderlandów, a potem Jakub Gerhard, twórca labiryntów roślinnych. 

Zamek w tych czasach przeżywał okres świetności. Przebudowywany kilkukrotnie stosownie do potrzeb i mody przez znanych architektów: Santi Gucciego i Jana Trevano, był świadkiem narodzin przyszłego króla Władysława IV, gościł słynnego malarza Dolabellę; stąd wyruszały paradne wjazdy do Krakowa. Niestety ten dobry dla Łobzowa czas skończył się – jakżeby inaczej – wraz z najazdem Szwedów, którzy okrutnie złupili pałac. Blask na chwilę powrócił wraz z Janem III Sobieskim. Ten wyruszył stąd w 1683 r. z odsieczą Wiedniowi, a zwycięskie trofea z wyprawy wraz z namiotem Wielkiego Wezyra wystawiła przed rezydencją jego ukochana Marysieńka, czyli królowa Maria Kazimiera.
Centrum władzy przeniosło się do Warszawy, a król Stanisław August w 1777 r. podarował pałac wraz z ogrodem Akademii Krakowskiej. Jak wyglądało w tym czasie całe założenie, możemy się przekonać dzięki rekonstrukcji wykonanej przez J.W. Rączkę na podstawie archiwalnych planów z końca XVIII w. Widać na niej wyraźnie zarys naszego znajomego łobzowskiego muru.
Akademia nie miała niestety pieniędzy na renowację pałacu, który popadł w malowniczą ruinę. Jednakże mur nadal trwał na swoim miejscu, a wraz z nim zapewne ogród, o czym świadczy przerysowany przez J.W. Rączkę plan K. Gołuchowskiego z czasów po 1824 r. 
W XIX w. ogród przy pałacu przechodził różne koleje losu. Najpierw wykorzystany na ogródek kawiarniany przez dzierżawcę całości, oberżystę Benisza, potem na strzelnicę przez Bractwo Kurkowe, został wreszcie całkiem przejęty do militarnych celów przez rządzących tymi terenami Austriaków.
Przebudowali oni pałac na koszary, potem magazyny, aż wreszcie utworzyli tu wojskową szkołę, która dotrwała do 1947 r., żeby ustąpić miejsca Wydziałowi Architektury Politechniki Krakowskiej. Ogród uległ zniszczeniom w trakcie budowy nowej drogi, kopiec Esterki zniwelowano, a Młynówka zniknęła pod ziemią, ustępując miejsca równie krętemu jak ona, ulubionemu przez biegaczy i narciarzy szlakowi rekreacyjnemu.

ZAPRASZAMY DO WSPÓŁCZESNEGO OGRODU – –

PRZECZYTAJ ROZMOWY Z WIELOLETNIMI PRAOWNIKAMI OŁ

WEŹ UDZIAŁ W URODZINOWYCH KONKURSACH