BLUSZCZ CZY WINOBLUSZCZ?

A może by tak "puścić" na ten mur jakiś bluszcz? A na tę pergolę winobluszcz. W każdym razie jakieś pnącze. No tak. Tylko które? Czy to to samo czy jednak się czymś różnią? Różnic jest więcej niż podobieństw. Jedno jesienią płonie barwami, liście drugiego natomiast pozostają zielone na zimę. Jedno lepiej wspina się po ścianach, a drugie choćby i po lince. Mają także różne wymagania, choć jedno zdaje się nie mieć prawie żadnych. Zatem bluszcz czy winoblusz? Oto jest pytanie!

WINNY BLUSZCZ

Mówiąc winobluszcz mamy na myśli rodzaj Parthenocissus. W jego obrębie najpopularniejsze i najczęściej dostępne w handlu gatunki to:

  • wszędobylski, lekko bałaganiarski, ekspansywny winobluszcz pięciolistkowy / P. quinquefolia /. Bardzo ciekawą odmianą jest ‚Yellow Wall’, która zmienia się jesienią w złoto. Natomiast grupa Star Shower to winobluszcze o liściach wyglądających jak po interwencji Jackson’a Pollock’a – opryskane spontanicznie złotą i białą farbą.
  • podobny do powyższego, lecz z wyraźniejszym ząbkowaniem brzegu liścia winobluszcz zaroślowy / P. inserta / świetnie wspina się po słupach.
  • bardziej zdyscyplinowany, o dachówkowatym typie pokrywania powierzchni winobluszcz trójklapowy / P. tricuspidata /.  Nasze ulubione odmiany to: ‚Veitchi’ – silne, dorastające do 20m pnącze o lśniących liściach; ‚Fenway Park’ o seledynowym, świetlistym poblasku.

Pnącza te mają minimum 1-2m przyrosty w ciągu sezonu. Większość z nich z łatwością sięga do III czy V piętra. Nie grymaszą na podłoże ani nasłonecznienie (przy niedoborze światła nie wybarwiają się po prostu aż tak spektakularnie).

Mniej powszechne odmiany, swoiste rarytasy botaniczne to winobluszcz:

  • Henry’ego – subtelniejsza wersja w. pięciolistkowego o krąglejszych liściach i smugowym unerwieniu.
  • himalajski – o rubinowym wybarwieniu jesiennym, samoczepny o rocznych metrowych przyrostach.

Dorastają one do 3-5m, lecz w mroźniejsze zimy (-20oC) na nieosłoniętych stanowiskach w naszym klimacie niestety przemarzają.

WIECZNY BLUSZCZ

Wspina się po cienistych murach starych willi przy Grottgera i na wawelskie baszty. Porasta mauzolea, pylony i figury Cmentarza Rakowickiego. Okrywa kwatery uniwersyteckich ogródków dziedzińcowych. Odwieczny bluszcz. Wiecznie zielony.

Rośnie sukcesywnie, strategicznie, starannie, wolniej od winobluszczu, bo 0,5-1m rocznie. A gdy osiągnie stosowny wiek, wypuszcza pędy generatywne o odmiennym, rombowatym kształcie liścia, zakwita i owocuje, karmiąc pokolenia ptaków. Poza miastem spotkamy go w lasach, gdzie rósł od zawsze. Oczywiście. Hedera helix – bluszcz wieczniezielony (zwany także pospolitym, choć bardzo to do niego nie pasuje).

Nie jest tak niewybredny jak winobluszcze. Preferuje lekki półcień – słońce może uszkadzać jego liście i wysuszać korzenie przybyszowe, którymi chwyta się podpór. Podłoże powinno być próchniczne, stale lekko wilgotne i nie za kwaśne.

  • Klasyczną, polską odmianą zasługującą na przypomnienie jest ‚Profesor Seneta’ o dużych, marmurkowato upstrzonych liściach.
  • ‚Goldhertz’ ma liście większe, których środek zdobi sercowata, złota plama
  • Ciekawostką jest na pewno odmiana ‚Erecta’, o metrowych, pionowych pędach, skróconych międzywęźlach i gęsto występującym ulistnieniu.

W obrębie rodzaju Hedera mamy także bluszcz:

  • irlandzki / H. hibernica / na stanowiska cieniste i osłonięte, gdzie dorasta do 20m.
  • kolchidzki / H. colchica /, którego liście po roztarciu pachną selerem. Ciekawa odmiana o lekko ząbkowanym brzegu i złotym walorze to ‚Dentata Variegata’. Dla pełnego efektu lepiej sadzić je w miejscu o rozproszonym świetle i osłonięte od mroźnych powiewów wiatru.

A który bluszcz najbardziej lubią nasi Czytelnicy? A może jednak ich faworytem są winobluszcze? Zapraszamy do Ogrodu Łobzów, gdzie na żywo można obejrzeć wiele odmian i wariantów pięknych, zdrowych pnącz.

 

Dodaj komentarz